Music

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rywalizacje czas zakończyć. Odc.19.Cz.1.

Dziś odbywa się ostatni etap biegów. Ogłaszam że trasa "Rozpadlina śmierci" zostaje wycofana ze względów bezpieczeństwa, więc dziś rozpoczynamy etap "Wichrowe Wzgórza". Dotarła do mnie wiadomość najwyższej wagi, Smoczy Jeździec znany także jako Szreder czuwać będzie nad zgodnością trasy rejsu. Mam nadzieję że dzięki tym krokom, wydarzenia ostatniej walki więcej się nie powtórzą. Stoję bezpośrednio na linii startu, uczestnicy są już gotowi, czekamy tylko na potwierdzenie od Szreder'a.
Fenix: Możemy zaczynać?
Aeon: Tak mam potwierdzenie! Rozpoczynam odliczanie: 3,2,1,0 Start!!!
Wszyscy ruszyli, pędzili jak burza. Dosłownie skakali se po głowach. Gdyby nie odrzutowiec nie wiem czy bym za dążył za tym pędem. Meta znajdowała się na Alasce, na samym szczycie góry Fixe.
Cała trasa zajęła im dwie godziny, nie zgadniecie jak brzmiały wyniki końcowe.
Aeon: W tym roku Mistrzostw Aktywnego Sportowca zwycięzcą zostaje Wave the Swallow!
Shadow: Pierwszy raz nie ja. Hahahaha......
Rouge: Wypadasz z formy? 

Shadow: Nie! Daje szanse innym młodym talentom.
Aeon: A ta zmęczona mina i ciężka zadyszka to z kąt?
Shadow: Jak będziesz działać mi na nerwy to zaraz znajdziesz się na drugiej strony góry i wrócisz bez zębów. Więc idź puki masz czym iść.
Fenix: Chłopaki, po co te nerwy? Najważniejsza jest zabawa.
Shadow: Rrrrr......
Szreder: Radzę się wycofać puki czas!
Wiedziałem, że jak nie pójdę to zostanę w środku piekła. Więc zrobiłem zwrot przez piętę i ruszyłem jak najdalej. Przypadkiem natknąłem się na Wave.
Aeon: Gratulacje!
Wave: Nie chce nagrody, idę ją dać komuś ważnemu.
Aeon: Co?! Komu?!
Wave: Wiesz, gdyby nie rady i wsparcie Szreder'a nie wystartowałabym. Mu diament chaosu bardziej się przyda.
Aeon: Moment, przecież Szreder'a poznaliśmy dopiero w trakcie zawodów.
Wave: Poznałam go trochę wcześniej, obiecałam nikomu nie mówić.
Aeon: Rozumiem, a tak w ogóle gdzie on się podział?
Wave: Myślałam że jest z tobą.
Aeon: Ostatni raz widziałem go z.......
Nie zdążyłem powiedzieć, ponieważ koło mnie walnął piorun. Głośno wrzasnąłem, Wave zakryła mi usta i szepnęła do ucha. Zaraz potem przybiegła reszta przyjaciół.
Nazo: Co to było?
Blaze: Chyba wyładowanie atmosferyczne.
Nagnam: ???
Blaze: Dla idiotów piorun.
Nagnam: Acha.....
Wave: Wszyscy zachowujmy się cicho grozi nam niezła lawina śnieżna.
Całkiem nie daleko stali Shadow i Logman, ci to bez kłótni żyć nie mogą. Cały czas droczą się kto jest: mądrzejszy, lepszy, szybszy i takie tam. To tak na prawdę nie sprawiało dużo kłopotów, niestety ich głośne dyskusje szybko zamieniały się w wojnę stulecia.
Aeon: Ach....Cicho to nie najlepszy czas i miejsce na takie spory.
Shadow: No do niego nic nie dociera, gadam jak do słupa!
Logman: Walnij w stół, a nożyce się odezwą.
Shadow: Jak ja cię walnę to te nożyce tyłkiem ci wylecą!
Logman: W sądzie wszystko musi się zwrócić przeciwko tobie.
Shadow: Zwrócić się możesz jedynie do dentysty, bo twoje zęby od wieków pasty nie widziały.
Fenix: Zamknąć pyski przez was wszyscy zginiemy!!!
Logman: Dlaczego!? Ups....
Shadow: Oo! Co to tam białego leci.
Wave: Tak dokładnie to 500tys. ton śniegu, wpierw nas zasypie, a później zamarzniemy. Coś jeszcze?
Sonic: No to po nas, jestem przecież taki młody!
Szreder: Jeszcze nie dziś ognia!
Shen: Teraz!
Z nieba rzuciły się miliony ogni, roztopiły całą lawinę w mgnieniu oka. Nad nami fruwały czarno-białe smoki, nie wiem dlaczego, ale dla mnie to straszliwy widok. Bałem się smoków tak bardzo, że wiałem gdzie pieprz rośnie.
Blaze: A ty gdzie się wybierasz?
Aeon: Puść mnie! Aaaa.....
Tails: O co mu chodzi?
Szreder: Boi się smoków.
Aeon: Nie dam się zjeść!
Shen: Co?!
Teraz miałem szanse, odepchnąłem Blaze i wiałem ile sił w nogach. Wow! Dopiero teraz uświadomiłem sobie jak szybko umiem pędzić, kurzyło się za mną! Z tego wszystkiego zapomniałem, że siedzimy na wysokiej górze, trafiłem na stromy spad. Nim się obejrzałem już leciałem w dół.
Aeon: Dlaczego to zawsze spotyka mnie!?
Myślałem że gorzej być nie może, tak bardzo się myliłem. Poczułem, że coś mnie złapało i to......znowu smok, no nie!!! Miotałem się na wszystkie możliwe strony, ugryzłem go?! Na szczęście byłem nie daleko ziemi, z niezłą prędkością wpadłem na drzewo. Obudziłem się na ziemi, wstałem cały obolały.
Aeon: Znów ty!?
Jakby tego było mało, zza niego wyszedł Chima. No chyba bardziej zaskoczony być nie mogłem. Ciekaw jestem co tym razem wymyślił. Pewnie jakieś niecne knowania jak zawsze. 
Chima: Co ty tu robisz?
Aeon: Mógłbym spytać cię o to samo.
Chima: Nie wiem z jakiej sosenki spadłeś, ale siedzisz właśnie koło mojej bazy.
Aeon: Czyli wpadłem po uszy jak zwykle.
Chima: Może przyjdziesz do mnie na obiad?
Aeon: Znów zasadzka?
Chima: No co ty?! Nie....serio!
Aeon: Za dobrze cię znam, ty mnie kaput przy pierwszej okazji.
Chima: Jak chcesz? Ostrzegam cię tylko, że za pięć minut będzie tu burza śnieżna.
Aeon: I tak nie mam nic do stracenia. Czekaj na mnie!
Gdy byliśmy na miejscu, spojrzałem na Chimę poważnym wzrokiem. Nie mogłem go rozpoznać, nie sądziłem że zobaczę go w takim stanie. Gdzie podziała się jego żąda zemsty?
Chima: Może coś przegryziesz?
Aeon: .......
Chima: Coś nie tak?
Aeon  Nie.....
Chima: Dlaczego patrzysz na mnie tak ostrym wzrokiem?
Aeon: Co!? Ja przecież......
Naszą rozmowę przerwała postać wychodząca z pomieszczenia obok.                                               Była to ptaszyna o imieniu Karai.
Karai: Zrobiłeś obiad?
Chima: Tak kochanie.
Aeon: Ale kto?
Karai: To pewnie Aeon, Chima dużo mi o tobie opowiadał, podobno żartowniś z ciebie. Zostaniesz na obiedzie?
Chima: Dziś Za kopka pająkowa.
Karai: To takie ciasto zostawiłam je na deser, a na obiad jajka.
Aeon: Czyje jajka?
Chima: No chyba nie twoje. Hahahaha......
Karai: Tak nie twoje, nie moje i nie jego tylko strusie.
Aeon: To jesteś jego żoną?
Zapadła cisza. Przez chwilkę poczułem się bardzo niezręcznie.
Chima: Eeee....nie!
Karai: Co on w ogóle sobie myśli!?
Chima: Zostawisz nas na chwileczkę samych.
Karai: Dobrze.
.........Chwilę później..........
Aeon: Dlaczego ona się na mnie tak spojrzała?
Chima: Bo to jest moja córka barani łbie!!!
Aeon: Walczę z tobą całe życie, a nic o tobie nie wiem. Jak to w ogóle się stało?
Chima: Nie muszę się tłumaczyć, ani tobie ani nikomu innemu.
Aeon: Acha....To dla niej się tak zmieniasz.
Chima: I tak nie zrozumiesz.
Aeon: A może wprost przeciwnie.
Chima: Nikt nic nie wiedział, Karai od razu po narodzinach wysłałem do szkółek szkoleniowych. Dopiero teraz kiedy je wszystkie zakończyła może tak jak kiedyś żyć ze mną. Kiedy jej nie było nienawiść, ból i tęsknota zniszczyły moją duszę. Nie mogłem znieść widoku miłości na ziemi, więc niszczyłem miejsca i istoty dotknięte tym uczuciem. Nie chciałem znów wracać do cierpień tamtego czasu.
Aeon: To znaczy że ona cię odmieni na dobre?
Karai: Tak, bardzo żałuję że nie mogłam zrobić tego wcześniej. Wróciłam trzy dni temu. Nie miałam pojęcia jak od mojego odejścia Chima się zmienił. Zaatakował mnie na progu swojego domu i prawie mnie ..........ach, ledwo mnie rozpoznał. Od tamtej chwili obiecałam bez względu na wszystko być przy nim, nie chcę żeby Chima stał się takim samym potworem jak Black Doom.
Aeon: Znasz go?
Karai: Był moim nauczycielem.
Aeon: Co?!
Chima: Nie miała wyboru, nikt z nas nie miał.
Aeon: Zawsze jest wybór!!!
Chima: Jaki? Całe pokolenie ptaków Dark jest szkolone przez Black Doom'a. Ja, ona i wielu innych. Wszyscy myślą że przeszkoleni przez niego są duszami straconymi w otchłani zła, ale tak nie jest.
Odrzuceni teraz i na zawsze, bez szansy odwrotu. Zrozum tylko ona mi została, bez niej jestem potworem. Tak bardzo kłócę się z rozsądkiem w tej sprawie.
Karai: Oh....Chima, nie bierz tego do głowy. Wszystko co się dzieję jest rzeczą dobrą, zaplanowaną w jakimś celu. Na pewno damy radę się przysłużyć dla świata, zobaczysz.
Aeon: Nie wiem co mam powiedzieć. Myślałem, że lubicie życie złowrogiego świata.
Karai: Nikt nie czyni złego bez powodu. Tu siedzi żywy przykład.
Aeon: To znaczy że wszystko co tu się dzieję to nie wasza wina?
Chima: Na to pytanie nie ma odpowiedzi....
Karai: Nie raz robimy rzeczy okrutne, ale czy potrafimy się później do nich przyznać? Ten kto to potrafi, ma najwięcej odwagi na świecie.
Aeon: ........
Chima: Widzisz, nie na wszystkie pytania da się tak prosto odpowiedzieć. Wracaj do swoich i oglądaj się za siebie, mam tylko nadzieję ze chociaż w najmniejszym stopniu zrozumiałeś.
Karai: Nie myśl o słabościach, próbuj z nimi walczyć. Nie raz wystarczy tylko jeden maleńki krok żeby wróg zamienił się w najlepszego przyjaciela.
Aeon: Dzięki. Uważajcie na siebie.
Wyruszyłem wczesnym rankiem, a doszedłem do bazy nocą. Po prostu zapukałem.
Nazo: Oo! Kogo tu przywiało.
Aeon: Kiedyś musiałem przecież wrócić.
Nagnam: Witaj w domu!
Shadow: Gdzie nam czmychnąłeś?
Aeon: Tajemnica, nic się nie dowiesz.......
Szreder: Podpuszczasz!? Wejdź.
Wszyscy cieszyli się że wróciłem. Gdy poszedłem do pokoju jeszcze długo rozmyślałem o tym co powiedziały mi czarne ptaki. Nie każdy jest taki wolny jak ja i muszę się cieszyć z tego co mam.
Szkoda że w żaden sposób nie mogę im pomóc, na pewno jeszcze później ich odwiedzę. Aeon.

1 komentarz:

  1. Karai to przecież z Wojowniczych Żółwi Ninja. Znowu ktosiek z innej bajki... Supcio opko!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga