Music

wtorek, 22 lipca 2014

Nietypowe zajścia. Odc.20.Cz.1.

Miesiąc później poszedłem na spotkanie czarnym ptakom. Musiałem tylko tak wyjść z domu niezauważony. Nie było to zbyt łatwe już przy drzwiach......
Sugar: Cześć gdzie idziesz?
Aeon: Na spotkanie.
Shadow: Ciekaw jestem z kim?
Aeon: Z Karai.
Sugar: Masz dziewczynę? Myślałam że mnie kochasz.
Aeon: To nie jest moja dziewczyna.
Nazo: Kumpela co?
Aeon: Czy wy zawsze musicie wszystko wiedzieć?! Wychodzę i zaraz wrócę.
Nagnam: Jakoś do tej pory nie miałeś z tym problemu.
Logman: Ukrywa coś przed nami, on brata się z wrogiem!!!
Aeon: Co?
Szreder: Spokojnie, to wasz przyjaciel. Ja mu wierzę.
Shen: Ufam, jak najbardziej.
Najchętniej zapadłbym się pod ziemię, czułem się jak przesłuchiwany. 



Sugar: My się tylko o ciebie martwimy.
Aeon: Jeśli na prawdę tak jest to dacie mi odejść i odetchnąć.
Wyszedłem, poszedłem na umówioną wizytę. Nikt mnie na szczęście nie śledził. Dom Chimy ledwo stał, drzwi były wywalone z zawiasów, a po mieszkaniu walały się meble. W pokoju dalej ktoś stał to Karai, wyglądała na przestraszoną.
Aeon: Co się stało?
Karai: To ty! Jak dobrze że jesteś.
Aeon: Proszę odpowiedz.
Karai: Wczoraj była pełnia księżyca i Chima....on......
Aeon: Przemienił się, a tobie nic się nie stało?
Karai: Nie, wszystko w porządku. Co teraz?
Aeon: Musimy zaczekać.
W progu stanął Chima, wziąłem Karai trochę dalej, nie byłem pewny co do stabilności Chimy. 
Chima: Aeon!? Co ty tu robisz?
Karai: Przyszedł z wizytą. A ty dobrze się czujesz?
Chima: Nic mi nie jest kochanie, wybacz mi za wczoraj.
Aeon: Ty już to masz prawda?
Chima: Nie chcę o tym rozmawiać.
Aeon: Musisz, wiesz czym się staniesz jeżeli nic nie zrobisz.
Karai: Proszę wyjaśnijcie mi to.
Chima: Muszę odejść.
Aeon: To raczej nie byłoby najlepsze rozwiązanie.
Karai: Dlaczego?
Chima: Jak tu zostanę zrobię komuś krzywdę.
Karai: Ale ja cały czas tu jestem.
Aeon: Widzisz w pewnym czasie nawet to już nie wystarcza.
Chima: Po tylu latach służby u Black Doom'a dziś ewoluuję na wyższy poziom. Nie wiem jakie ogromne zmiany we mnie zajdą, nie jesteś tu bezpieczna.
Aeon; Zabiorę ją do siebie. Nic jej ze mną nie będzie, obiecuję!
Karai: Nie rozdzielaj nas! Ja się na to absolutnie nie zgadzam!!!
Chima: To konieczne, powiedziałaś że wielkie duszę muszą podejmować trudne decyzje, a to jest najtrudniejsza w moim życiu. Nie mogę cię stracić, tym razem nie pozwolę na to!
Karai: Wrócisz prawda?
Aeon: Takie czarne charaktery zawsze wracają.
Chima: Idźcie!
Karai: Nie!!!
Aeon: Już dobrze, jeszcze go zobaczysz.
Wiem że to trochę brutalne, ale walnąłem ją w czerep tak że zemdlała. Zaniosłem ją do mojej tajnej kryjówki  nad morzem. Poczekałem puki się obudzi.
Aeon: Wybacz nie miałem innego wyjścia.
Karai: Ty pójdziesz do swoich, a ja zostanę sama.
Aeon: Zostanę z tobą do końca, nie obchodzi mnie ile to zajmie.
Karai: Na prawdę? Jesteś bardziej honorowy niż się spodziewałam.
Aeon: Dlaczego Chima nie pozwolił ci zostać w domu?
Karai: Widzisz po przemianie Chima może całą swoją wiedzę użyć przeciwko nam.
Aeon: Ale on wie że jesteś u nas w bazie.
Karai: To twoi przyjaciele są w niebezpieczeństwie, musisz ich ostrzec.
Aeon: Ale tylko jak pójdziesz ze mną.
Karai: Ok.
Po pięciu minutach ruszyliśmy. Było dość daleko, a ona już w połowie drogi ledwo żyła.
Karai: Daleko jeszcze?
Aeon: Dlaczego pytasz?
Karai: Ja.... nie mam siły.
Rzeczywiście droga była gorąca jak na pustyni, ale ja po długich i ciężkich treningach przyzwyczaiłem się. Ona pewnie nie chodzi po takich upałach, słońce mogło jej ostro zaszkodzić. Musiałem myśleć błyskawicznie, zostało mało czasu. Wziąłem ją na ręce i pobiegłem najszybciej jak się da. Nie miało dla mnie znaczenia czy sam dojdę, najważniejsze było dostarczenie ptaszyny do bazy. Wszystko poszłoby dobrze gdyby nie grupa dzikich wilków, no potłukliśmy się trochę. Ta podróż była ekstremalnie walnięta. Po długich wysiłkach nareszcie w bazie. Otworzył nam Logman.
Aeon: Proszę pomóż jej!
Logman wziął ptaszynę do środka i za chwile wrócił do mnie.
Logman: Wyglądasz jakbyś miał tu zaraz mi zemrzeć.
Aeon: Ja...ja....
Nie mogłem nic powiedzieć, świat wirował mi na wszystkie możliwe strony. Misja dobiegła końca, upadłem jak ścięte drzewo. Przez rozmazany obraz widziałem biegającego Logman'a, później tylko ciemność. Obudziłem się w białym pomieszczeniu w białym łóżku. Stali przy mnie Shadow, Nazo, Sugar i Karai. Bardzo ucieszyłem się że nic jej nie jest.
Nazo: Nareszcie cię mamy.
Shadow: Pierwszy raz widzę żeby ktoś przeżył w takim tragicznym stanie.
Sugar: On i tak ledwo oddycha.
Aeon: Nie jest tak źle, bywało gorzej.
Karai: Ty prawie umarłeś pod drzwiami swojego domu i ty mówisz że nie jest źle!?
Shadow: Jak się czujesz? Tylko szczerze,
Aeon: Fatalnie, boli mnie głowa, oczy, prawie wszystko. Czuję się jakbym miał zaraz popaść w rutynę(śpiączkę). Spisałem prawie nas na straty tak bardzo mi wstyd. Przepraszam.
Sugar: Ale co ty mówisz?! Uratowałeś Karai, oddałeś prawie za nią życie.
Aeon: Może ktoś mi podać wiadro, bardzo źle się czuję.
Karai: Ok. Zaraz wracam.
Shadow: Dlaczego on się robi taki....
Nazo: Wiem, jego organizm nie może przyswoić wody, jak tak dalej pójdzie to nic nie będziemy mogli zrobić.
Karai przybiegła z wiadrem i postawiła je koło mojego łóżka. Zrobiłem to co musiałem i znów zemdlałem. Co się do licha ze mną dzieję?
Aeon: Gdzie ja jestem?
Nazo: Cały czas w bazie, masz bardzo wysoką gorączkę. Nie pomagają ci żadne leki, pomału kończą nam się rozwiązania.
Sugar: Ale pomożesz mu prawda?
Nazo: Będę się starał, mam obawy że on......
Shadow: Na razie nie! Nie wolno nam tak myśleć.
Karai: Byłeś odwodniony, wykrwawiony .......
Aeon: Dobra po prostu jestem na maxa skasowany.
Nagnam: No.......raczej tak.
Aeon: Zamiast biadolić wymyśl jakąś słuszną tezę. A jeśli nie potrafisz Nazo to poradź się Nagnam'a on w przeciwieństwie do ciebie zna się na rzeczy.
Nazo: Wiesz gdyby nie ja to dawno już byś przewracał się w grobie.
Aeon: Mądrala...
Nazo: Nie znaczy że jak leżysz w łóżku to nie dostaniesz w łepetynę.
Aeon: Podejdź tylko a wytarmoszę cię za fraki jak gumową piłeczkę.
Nazo: Za to zarobisz. Aaaa...
Nazo zrzucił mnie z łóżka, ja wstałem wsiadłem mu na barana i ciągnąłem za czuprynę. Wszyscy krzyczeli i biegali za nami jak szaloni. Zsiekałem głową trzy ściany, ostatkiem sił złapałem szklaną butelkę i walnąłem Nazo w czerep. Padł on na ziemię, mnie trochę zarzuciło i rąbnąłem w kant biurka. Zaraz przybiegł Nagnam.
Nagnam: Chłopaki! Gdzie wasze mózgi?
Shadow: Nazo wszystko w porządku?
Nazo: Tak nic mi nie jest. Co z Aeon'em?
Sugar: Pomóżcie! On krwawi.
Karai: Co?!
Dotknąłem ręką czoła i rzeczywiście leżałem w kałuży krwi. Co ja najlepszego zrobiłem? Nagnam obwinął moją głowę bandażami, Shadow i Sugar położyli mnie na łóżko, Karai próbowała mnie uspokoić, a Nazo patrzył wystraszony na mój stan. Byłem tą całą sytuacją ogłuszony, nie dawałem się dotknąć. W żaden sposób nie mogli mi pomóc.
Sugar: Musimy mu przytoczyć krew.
Shadow: Tylko jak chcesz to zrobić?
Nazo: Aeon to kupa zwierza, nikt nie da rady tego dokonać. 

Nagnam: Lepiej bądź cicho i tak sporo namieszałeś.
Karai: Ja spróbuję go uspokoić, a wy róbcie swoje.
Karai wzięła moją rękę do swojego serca i zaczęła śpiewać. Było to takie piękne...Grzechem byłoby się nie uspokoić. Podłączyli mi kroplówkę, na parę godzin zasnąłem. Miałem koszmar, nie potrafiłem rozpoznać snu od rzeczywistości. Zerwałem się z łóżka i biegałem po całej sali. Rurka od kroplówki się urwała i znów krwawiłem.
Shadow: Zatrzymajcie go! Tylko ostrożnie.
Gdy usłyszałem rozmowę zrozumiałem że dzieję się wszystko na prawdę i szaleję w prawdziwym świecie. Położyłem się z powrotem do łóżka.
Nagnam: Oo!? A temu co?
Aeon: Wybaczcie to sen.
Sugar: Już dobrze, zaraz podłączę cię do kroplówki.
Tego dnia wszyscy byli obok mnie. Nie wiem jak powiedzieć to dla Sugar, ale ja coś poczułem do Karai. Tak strasznie wszystko się skomplikowało, co teraz robić? Wyciszę się i poważnie zastanowię.
Jutro napisze wam ciąg dalszy. Pa! Aeon.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga