Music

piątek, 9 maja 2014

Żywioł wody- przyjaciel czy wróg? Odc.5.Cz.2.

Na drugi dzień poszedłem do domu Blaze, mieszkała ona na wyspie. Zapukałem do chatki.
Blaze: O cześć co tam?
Aeon: No przyszedłem na lekcję. Chyba nie zapomniałaś?
Blaze: Chodzi o te całe nurkowanie?
Aeon: Oczywiście!
Całą rozmowę przerwała nam postać, stojąca za Blaze. Był to Knukls. Od tej sekundy wiedziałem że nie będzie łatwo.
Blaze: No nareszcie jesteś! To zaczynamy lekcje.
Aeon: Ej no! Pomału! A ja to co! Już nic nie obchodzi was moje zdanie?!
Knukls: Specjalnie tu przyjechałem żeby cię szkolić.
Blaze: Aeon nie gniewaj się, ale nurkowanie to nie jest zabawa.
Knukls: Dobrze zaraz przyniosę sprzęt do nurkowania.
Po paru minutach wszystko było gotowe. Więc, najpierw weszliśmy na płyciznę, musiałem nauczyć się patrzyć pod wodą, a to nie było łatwe. Totalnie mi to nie szło, gdyby nie Blaze nie wiem co bym zrobił. Nałożyłem specjalne okulary do nurkowania. Knukls kazał zejść mi na ląd, z początku nie chciałem , no bo jak miałem się nauczyć nurkować na lądzie. Nareszcie się zgodziłem. Blaze wyjęła stoper, mieliśmy ćwiczyć bezdech. Ale jemu dobrze szło, mógł tak siedzieć godzinami. A ja po paru sekundach robiłem się cały fioletowy, za każdym razem Knukls wybuchał śmiechem. Mnie w ogóle nie było do śmiechu. Wreszcie się wkurzyłem, wziąłem głęboki oddech. Po paru minutach nastała cisza. Jedna, druga, trzecia minuta a ja dalej w bezdechu. Teraz nie było mu już tak do śmiechu.
Najpierw byłem czerwony, potem fioletowy, a potem siwy. Wszyscy chyba troszeczkę się wystraszyli.
Blaze: Może już wystarczy?
Knukls: Tak ona ma rację. Aeon wystarczy.
Nie miałem najmniejszego zamiaru przestać, musiałem im pokazać, że ja też potrafię.
Blaze: Dlaczego on.....
Knukls: Słyszysz wystarczy! Proszę przestań!!!!
Nagle zakręciło mi się w głowie i upadłem, oczywiście cały czas jestem w bezdechu.
Blaze: On się udusi! Knukls zrób coś!
Knukls: Aeon oddychaj! Już obiecuję że nigdy nie będę się z ciebie śmiać, ale proszę nie umieraj nam tu!!!
Obraz zaczął mi się rozmazywać, coraz bardziej i bardziej. Coś chyba jeszcze do mnie mówili, ale ich nie słyszałem. Zemdlałem. Gdy się obudziłem czułem jak bym latał, byłem niesiony, ale przez kogo? No oczywiście przez Knukls'a no bo przez kogo innego?! Spojrzał on na mnie swoimi złymi oczami. Położył mnie na ziemi.
Blaze: Ty żyjesz!
Aeon: A dlaczego miałbym nie żyć?
Blaze: Wyglądałeś jak trup, byłeś cały szary.
Aeon: Knukls wszystko w porządku?
Blaze: Lepiej go zostaw, nie wiesz co on tu przeszedł gdy cię nie było.
Knukls: Tak, nigdy nie wybaczyłbym sobie jakbyś zmarł z mojej winy. Nie będę dalej cię uczył, to zbyt duże ryzyko.
Blaze: Ja też nie będę brać takiej odpowiedzialności.
Aeon: Co wy chyba żartujecie?!
Knukls: Aeon!!! Twoja upartość prawie cię zabiła!!!! Jeszcze nie rozumiesz?!
Ciężko było mi się do tego przyznać, ale to niestety prawda. Moja arogancja mogła doprowadzić do tragedii. Tego dnia wszyscy spaliśmy u Blaze. Nikt się do siebie nie odzywał. Nie mogłem zasnąć, więc przez całą noc patrzyłem w gwiazdy i myślałem co teraz zrobić.

1 komentarz:

  1. Czy oni zawsze muszą być na krawędzi śmierci? Nie żebym się skarżyła czy coś ale za dużo tego. Niech se umierają, ważne żeby opko było fajne!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga