Music

piątek, 2 maja 2014

Podstęp i nowa misja. Odc.2 Cz.2

Więc jak mówiłem jestem w domu Sonic'a. Raptownie drzwi zaczęły się otwierać. Był to Silver, niósł on szklankę wody i opatrunek. Spojrzał on na mnie przyjaznym wzrokiem i spytał:
Silver: Jak się czuje nasz gość?
Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie, nie mogłem wystękać ani jednego słowa. Po pewnym czasie zdobyłem się na odwagę i powiedziałem:

Aeon: Dobrze. Dziękuję.
Silver położył koło mnie tacę i wyszedł. Napiłem się wody i zeszedłem na dół. Wszyscy siedzieli w kuchni i chyba na mnie czekali, przynajmniej tak mi się zdawało. Wychyliłem się za ściany. Chciałem wrócić, ale Blaze wstała i powiedziała:
Blaze: Może usiądziesz z nami, opowiesz trochę o sobie?
Chwilę się zawahałem, ale zaraz wróciłem i usiadłem. Zjedliśmy razem kolację. Potem pokazali mi mój pokój. Nareszcie byłem sam. Mogłem zadzwonić do Nazo.
Nazo: Co tam Aeon? Jak tam postępy?
Aeon: Wszystko w porządku, wkradłem się podstępem do domu wroga.
Nazo: Trzeba działać szybko i sprawnie, liczy się każda minuta.
Aeon: Nie sądzę. Są całkiem nieszkodliwi. Nie myślałem że........
Nazo: Spokojnie nie możesz zawieść. Cały los powodzenia naszej misji leży w twoich rękach.
Aeon: Nie zawiodę! Obiecuję! Jutro zacznę działać.
Nazo: Powodzenia.
Rozłączyłem się i poszedłem spać, to był ciężki dzień. Nie mogłem zrozumieć dlaczego musimy ich
zlikwidować, ale Nazo miał rację nie mogę zawalić całej sprawy.

Wstałem wcześnie ranem, wszyscy jeszcze spali., pomyślałem że zrobię im śniadanie. Pierwszą osobą do zlikwidowania miał być Zoner. Tylko jak to zrobić? Już wiem! Otruję go! Na szczęście miałem pod ręką trujące ziele. Wsypałem mu parę szczypt do herbaty. Gdy wszystko było gotowe zawołałem wszystkich na śniadanie. Gdy zeszli byli bardzo zdziwieni. Nawet Amy która zawsze wstawała najwcześniej. Usiedliśmy do stołu i zjedliśmy śniadanie. Z niecierpliwością czekałem na skutki. Minoł jeden dzień. Zoner był bardzo blady, nie mógł wstać. Nikt nie wiedział co się dzieję.
Silver przyszedł zbadać chorego, ale nic nie mógł stwierdzić. Ja stałem zaraz koło jego pokoju. i pomyślałem: "Zaraz jednego będziemy mieli z głowy"
Po trzech godzinach.
Postanowiłem ostatni raz ujrzeć Zoner'a przed śmiercią, ale to co zobaczyłem totalnie zwaliło mnie z nóg. Stali tam wszyscy smutni, zgaszeni. Podszedłem bliżej zobaczyć co się tam dzieję. Shadow, Sonic i Dracula stali przy nim najbliżej, mieli łzy w oczach. Nawet Shadow, ten twardziel!!!
Spojrzałem na nich wszystkich i coś chyba we mnie pękło. Sam zacząłem płakać, nie wiem dlaczego,
ale czułem że go nawet polubiłem. Wreszcie nie wytrzymałem. Podbiegłem do Zoner'a i dałem mu
odtrutkę. Wszyscy patrzyli na mnie jak na mordercę, zamachowca , zdrajcę i........ mieli racje!!!!!
Z wielkim krzykiem pobiegłem do swojego pokoju. Zacząłem obijać się o wszystkie ściany pokoju.
Myślałem że oszaleję!!! Byłem taki zły na siebie. Pod wieczór się uspokoiłem. Ktoś zapukał do drzwi. Był to Shadow, wszedł. Było mi obojętne co ze mną zrobi. Shadow stanął na przeciwko mnie
i powiedział:
Shadow: Aeon chciałbym ci podziękować, że uratowałeś Zoner'a. Nie wiem jakim cudem ci się to udało ale to zrobiłeś. Dziękuję.
Shadow wyszedł. Byłem zaszokowany całą tą sprawą. Przez całą noc myślałem co mam począć. Czułem się taki bezradny. Wreszcie postanowiłem. Muszę odejść jestem za bardzo niebezpieczyny. Już otwierałem drzwi, ale ktoś powiedział:
Dracula: Aeon gdzie idziesz? Już nas opuszczasz?
Aeon: Nie mogę tu zostać! Muszę odejść.
Dracula: Dlaczego? Co się stało?
W moich oczach zaiskrzyła się łza.
Aeon: Nie mogę ci powiedzieć.
Dracula: Wiem o całej sprawie, wiem że otrułeś Zoner'a.
Aeon: To tym bardziej nie mogę tu zostać!!!
Dracula: Spokojnie nikt o tym nie wie, no oprócz mnie i Shadow;a.
Aeon: To ty jeszcze jego w to wplątałeś?
Dracula: Ale go uratowałeś, udowodniłeś że jesteś wart naszego zaufanie.
Stałem nie penie w drzwiach. Nagle zobaczyłem Shadow'a. Ten powiedział:
Shadow: Jak chcesz odejdź nikt cię tu nie zatrzymuję.
Dracula: Przestań! Proszę zostać jesteś naszym przyjacielem.
Aeon: Nie mogę. Muszę wracać do mojej bazy, do szefa Nazo. Miło mi było was poznać. Żegnajcie.
Na pewno się jeszcze spotkamy. Odszedłem na zawsze. Wszystko na czym zależało mi najbardziej straciłem. Niestety wszystko ma swój początek, ale też i koniec. Nie mogłem powstrzymać łez.
I co ja teraz zrobię? Jak ja spojrzę Nazo w twarz? Zawiodłem. Zawiodłem wszystkich nawet siebie.
To koniec nie mam celu w swoim życiu. Idę tam gdzie mnie nogi poniosą. Dalszą część historii opowiem wam jutro. Przepraszam za błędy ortograficzne, ale mam nadzieję że się podobało. Miłego dnia , nocy i każdej pory waszego życia.

1 komentarz:

  1. To takie smutne... Ale i tak masz okejkę bo to jest super extra fajne i zasłużyłeś. Bravo! (Bije brawo)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga